STARE REWIRY

Ogromny, szary budynek, a w środku smród i bród. Nic się nie zmieniło to miejsce. Tak samo zaniedbane jak parę lat temu. Ostatnio tu była ... trzy lata temu. Kiedy była jeszcze jedną z nich. Jest to jedna z grup o której istnieniu nikt nie wie, jedynie wtajemniczeni. Można zacząć się domyślać, w co lubią najbardziej się bawić. Od razu powiem, że nie jest to morderstwo takie zwykłe. Czasami ma ono dobry cel.
Moje rozmyślanie przerywa znajomy głos.
-Castillo? - pyta zaskoczony brunet
-Donavan - warczę
-Co tu robisz?
-Może się stęskniłam. Taki powód ci wystarczy?- pytam z kpiną
-W co ty pogrywasz
-Przyłączysz się?
-Nie wiem, nie znam zasad - mówi zakładając ręce na krzyż
-Bo ich nie ma - podchodzę do niego tak blisko, że dzielą nas kilka centymetrów. Nie utrzymuje dłużej tej odległości i cofam się. - Pamiętasz?
-Pamiętam jedynie, że to się źle skończyło. Prawda jest taka, że byłaś i wciąż jesteś kłamliwą, samolubną manipulantką i cokolwiek cię tu sprowadza, załatw to i wyjeżdżaj.
-Problem w tym, że nie jestem tu z własnej woli. Twój brat chciał się ze mną widzieć. Tak więc wybacz, ale sam wiesz jak on nie lubi czekać - mijam go i idę przed siebie w celu odnalezienia właściwej sali.
Ogromne, pozłacane drzwi z rożnymi kształtami oznaczające każda co innego. Jeżeli pamięć mnie nie myli, Conora powinnam znaleźć za tymi drzwiami. Pcham drewnianą konstrukcje przed siebie i po chwili ukazuje mi się ogromna sala a na środku biurko przy którym siedzi szatyn.
-Jestem - odpowiadam stanowczo
-Castillo, sporo czasu. Ile to, dwa lata?
-Trzy. Po co mnie tu ściągnąłeś?
-Nie ściągałem cię tu. Zaoferowałem ci pewną ofertę
-Po tylu latach współpracy miałabym zostać marnym trenerem, instruktorem?
-Mentorem. Dobrze wiesz, jak dobra jesteś w tych rzeczach. Potrzebuje kogoś by nauczył nowicjuszy.
-Nowicjuszy? Od kiedy zmieniłeś ten ośrodek w publiczną szkołę
-Moi specjaliści znaleźli z całego świata kilkudziesięciu młodych osób, które mogłyby się nadawać.
-Mówisz o nich jak o przedmiotach
-Dobrze wiesz jaki mam stosunek do innych.
-Pomimo tego, wciąż jestem twoją ulubienicą
-Jako jedyna się stawiałaś. Jesteś najbardziej tajemnicza osobą jaką znam, a uwierz, mam bardzo duże kontakty. Wszędzie.
-Wiem. Zdążyłam się już przekonać.
-Tak więc, jaka jest twoja decyzja. Pamiętaj, że toleruje jedynie pewne odpowiedzi. Tak czy nie
-Co z tego będę miała?
-Czyli działamy w dwie strony.
-Wiele ryzykuje, muszę wiedzieć czy warto
-Wrócisz do zespołu.
-I to tyle? Mam wrócić w miejsce, które sprawiło mi najwięcej kłopotów! - wybucham
-Naszym celem jest dystrykt trzeci - te słowa mnie zamurowały - Ostatecznie chce z nimi stawić czoła
-Powiedz kiedy i gdzie - mówię z podekscytowania, a on zaczyna się śmiać.
-Nie jesteś już częścią zespołu, pamiętasz? Odeszłaś, miałaś dość. Wymiękłaś.
-Dobrze wiesz ile bym ryzykowała zostając.
-Tak, to prawda. Dlatego proponuje ci pomoc. Wrócisz do zespołu i pozbędziesz się swojego wroga, jeżeli tylko udowodnisz mi, że nie zapomniałaś o swoich umiejętnościach
-Zabijanie z zimną krwią i manipulowanie. Spokojnie, mam to we krwi. Tego się nie zapomina.
-To się okaże. Zaczynasz jutro.
Idę wzdłuż jednego z korytarza, kierując się do pokoju, który ma być moja sypialnią. Założenie wysokich szpilek było ogromnym błędem. Zatrzymuje się na moment by je zdjąć i po chwili dostrzegam znajoma mi sylwetkę. Diego. Chłopak którego rozkochałam w sobie, a potem zostawiłam na śmierć. Wydawało by się to okropne, ale u nas to normalne. Takie życie. Każdy walczy o siebie . Kiedy szatyn mnie dostrzega, jest pełny szczęścia ale zaraz potem wybucha gniewem. Podchodzi do mnie szybkim krokiem, jak by miał się rzucić.
-Spokojnie - lekko odsuwam się do tyłu.
-Co ty tu do cholery robisz.
-Też się cieszę na twój widok
-Nie pieprz - jego tęczówki robią się coraz większe.
-Mam złą wiadomość. Od dziś będziesz widywał mnie codziennie
-Nie jestem w nastroju na żarty. Mów co tu robisz, albo cię zabiję.
-Gdybyś chciał to zrobić, była bym już martwa.
-Najpierw trawi mnie ciekawość
-Conor miał dla mnie propozycje
-Nie. Nie możesz tu znowu wrócić
-A jednak. Spokojnie, nie ty jedyny cieszysz się z mojego powrotu. Spotkałam Donavana. Unikam go- mówię rozglądając się dookoła - I ciebie też chciałam - dodaje kierując swój wzrok na szatyna
-Wynoś się - warczy
-Sprawiasz mi przykrość. Kiedyś mnie bardziej lubiłeś - mówię sarkastycznie po czym wymijam go, a on mnie zatrzymuje, chwytając za rękę.
-Nie wciągniesz mnie w to.
-Już przestałam.-stwierdzam - Zmieniłeś się. Jesteś bardziej pewny siebie, silniejszy i seksowny
-To już na mnie nie działa. Nie marzyłem o tobie przez ten czas.
-Trudno uwierzyć. Kiedy mnie zobaczyłeś, uśmiechnąłeś się.
-Z innego powodu - mówi zupełnie innym tonem, a do tego zaczyna się prężyć. Czyżbyś jeszcze coś do mnie czuł
-Oj przestań. Zawsze byłeś beznadziejnym kłamcą
-Za to ty nie. Byłaś w tym idealna. Każdy ci ufał a ty to wykorzystywałaś. Dlatego zawsze byłaś sama
-Ty mnie kochałeś
-Nie byłem w tobie zakochany. To ty mnie zauroczyłaś - mówi po czym odchodzi w przeciwnym kierunku .
Ma rację. Potrafiłam każdego zauroczyć, nawet tych najsilniejszych. Ale on nie należał do tej grupy. Przynajmniej później, kiedy nie zaczynałam mu ufać. Stawał się moim przyjacielem, ale na swoje szczęście zdarzyłam na czas to wszystko popsuć. Dlatego nic dziwnego, że mnie nienawidzi jak większość ludzi w tym budynku.
Ma rację. Potrafiłam każdego zauroczyć, nawet tych najsilniejszych. Ale on nie należał do tej grupy. Przynajmniej później, kiedy nie zaczynałam mu ufać. Stawał się moim przyjacielem, ale na swoje szczęście zdarzyłam na czas to wszystko popsuć. Dlatego nic dziwnego, że mnie nienawidzi jak większość ludzi w tym budynku.
Banda nieudaczników, których muszę niańczyć. Kiedyś tacy nie byli wpuszczani do budynku, a dziś są tu mile widziani. To miejsce zmieniło się diametralnie. No ale co mogę z tym zrobić. Jedyne na czym mi teraz zależy, jest dostanie się do zespołu. Nawet gdyby to oznaczało niańczenie tych "ludzi"
Grupa młodych ludzi stoi na materacach patrząc się uważnie na mnie. Ghh.. nie znoszę takich sytuacji. Jeżeli czekają na jakąś mądrą przemowę, to mogą o niej pomarzyć.
-No więc ... - myślę - Któreś z was umie walczyć? - pytam po chwili, lecz nikt nie odpowiada.
Milczenie jest najgorszą rzeczą jaką można robić. Nienawidzę, kiedy nikt nie odpowiada na moje pytania. A dodatkowo frustruje mnie to, że żadne z nich nie potrafi walczyć. Ludzie to podstawa. Bez tego, co wy tu w ogóle robicie.
-Ty i ty - wskazuje na blondynkę i szatyna - Na blok - mówię po czym odwracam się do nich tyłem i idę w kierunku bloku
-Nie - słyszę za sobą Czy ktoś właśnie mi odmówił?
-Słucham- mówię zatrzymując się
-Nie będę walczył z dziewczyną - Ah, czyli się nie przesłyszałam.
Odwracam się by spojrzeć na szatyna. Wysoki, umięśniony zielonooki, który popełnił błąd swojego życia.
-Ah nie. To w takim razie co tutaj robisz? Bo w sumie racja, nie było mnie tu długo, ale nie wiedziałam, że tak się stoczyli i przyjmują takich mięczaków ja ty. - widzę jak szatyn spina mięśnie. Wkurzyłam go i bardzo dobrze.
-Nie mam zamiaru bić się z dziewczyną tylko dlatego, że ty tego chcesz.
-Po pierwsze to nie ty, bo nie jestem twoją kumpelą, i z szacunkiem do mnie
-Na szacunek trzeba zapracować - te słowa mnie murują. czuje jak krew przepływa mi w żyłach i jak zbiera się ogromna siła w moich pięściach. Miałam być ich mentorem, ale moja złość ze mną wygrywa. Nie wytrzymuje i mierzę w szatyna ...
-Ah nie. To w takim razie co tutaj robisz? Bo w sumie racja, nie było mnie tu długo, ale nie wiedziałam, że tak się stoczyli i przyjmują takich mięczaków ja ty. - widzę jak szatyn spina mięśnie. Wkurzyłam go i bardzo dobrze.
-Nie mam zamiaru bić się z dziewczyną tylko dlatego, że ty tego chcesz.
-Po pierwsze to nie ty, bo nie jestem twoją kumpelą, i z szacunkiem do mnie
-Na szacunek trzeba zapracować - te słowa mnie murują. czuje jak krew przepływa mi w żyłach i jak zbiera się ogromna siła w moich pięściach. Miałam być ich mentorem, ale moja złość ze mną wygrywa. Nie wytrzymuje i mierzę w szatyna ...
Ciekawa postać Violetty
OdpowiedzUsuńO cholera!
OdpowiedzUsuńZaciekawiłaś mnie.
Mam prośbę. Mogłabyś mi udostępniać te rozdziały?
Byłabym punktualnie, a nie z tak dużym opóźnieniem. 😀
Jeśli nie,zrozumiem.
Rozdział zajebisty!
Postać Violki? Uwielbiam ją!
Czyżby to Leonek się jej postawił?
Tak myślę. Hmm zrobi nu coś?
Czekam na next :*
Buziaczki :* ❤
Maddy ❤
O cholera!
OdpowiedzUsuńZaciekawiłaś mnie.
Mam prośbę. Mogłabyś mi udostępniać te rozdziały?
Byłabym punktualnie, a nie z tak dużym opóźnieniem. 😀
Jeśli nie,zrozumiem.
Rozdział zajebisty!
Postać Violki? Uwielbiam ją!
Czyżby to Leonek się jej postawił?
Tak myślę. Hmm zrobi nu coś?
Czekam na next :*
Buziaczki :* ❤
Maddy ❤