STARE REWIRY

Ogromny, szary budynek, a w środku smród i bród. Nic się nie zmieniło to miejsce. Tak samo zaniedbane jak parę lat temu. Ostatnio tu była ... trzy lata temu. Kiedy była jeszcze jedną z nich. Jest to jedna z grup o której istnieniu nikt nie wie, jedynie wtajemniczeni. Można zacząć się domyślać, w co lubią najbardziej się bawić. Od razu powiem, że nie jest to morderstwo takie zwykłe. Czasami ma ono dobry cel.
Moje rozmyślanie przerywa znajomy głos.
-Castillo? - pyta zaskoczony brunet
-Donavan - warczę
-Co tu robisz?
-Może się stęskniłam. Taki powód ci wystarczy?- pytam z kpiną
-W co ty pogrywasz
-Przyłączysz się?
-Nie wiem, nie znam zasad - mówi zakładając ręce na krzyż
-Bo ich nie ma - podchodzę do niego tak blisko, że dzielą nas kilka centymetrów. Nie utrzymuje dłużej tej odległości i cofam się. - Pamiętasz?
-Pamiętam jedynie, że to się źle skończyło. Prawda jest taka, że byłaś i wciąż jesteś kłamliwą, samolubną manipulantką i cokolwiek cię tu sprowadza, załatw to i wyjeżdżaj.
-Problem w tym, że nie jestem tu z własnej woli. Twój brat chciał się ze mną widzieć. Tak więc wybacz, ale sam wiesz jak on nie lubi czekać - mijam go i idę przed siebie w celu odnalezienia właściwej sali.